2013-06-26 20:30
 Oceń wpis
   

Ze względu na dosyć angażującą pracę nie obserwuję na bieżąco debaty na temat przyszłości funduszy emerytalnych. Umykają mi również krótkoterminowe trendy na giełdzie oraz najświeższe wiadomości ze spółek. Dzisiaj burza medialna jednak przykuła moją uwagę.

Najbardziej mnie zainteresowała jedna rzecz. W zasadzie taka błaha ciekawostka - biorąc pod uwagę powagę dyskusji. Przysłuchując się przedstawicielom rządu lub znanym ekonomistom jak to OFE zwiększyły dług publiczny nie mogę wyjść z podziwu, jaki stek bzdur serwują oni we wszelakich mediach. Co więcej - bardziej ogarnięci pokazują dokładne wyliczenia, jak zmieniłby się dług publiczny gdyby nie znienawidzone instytucje.

Oczywiście, to prawda że OFE zostało nabywcą polskiego długu w formie obligacji (do czego nie jako było przez kilkanaście lat funkcjonowania zmuszane). Niestety nasi eksperci nie zauważają, że to Skarb Państwa kontrolował podaż i decydował ile obligacji zostanie w ostatecznym rozrachunku wyemitowane. Ilość obligacji na rynku była zatem podyktowana potrzebami pożyczkowymi finansów publicznych, co spowodowane było zbyt rozrzutnym budżetowaniem.

Jestem w stanie nawet wysnuć śmiałą tezę, że popyt ze strony OFE przyczynił się do tańszej obsługi długu publicznego. Fundusze Emerytalne nie miały dużego wyboru i kupowały obligacje w zasadzie niezależnie od ceny, co skutkowało nieprzerywanym i ciągłym popytem na papiery Skarbu Państwa.

Oczywiście z podobnym zjawiskiem mieliśmy do czynienia na giełdzie. To tam OFE stanowiły ten czynnik stabilizujący oraz wspierający GPW w najtrudniejszych momentach. Składki emerytalne co miesiąc zasilały fundusze niezależnie od nastrojów i panującej mody. Pieniądze szybko trafiały albo na parkiet, albo w obligacje, a czasami to właśnie środki OFE decydowały o sukcesie debiutów giełdowych.

Skarb Państwa nie musiałby nic emitować, a OFE nie miałyby co kupować. Ale cóż taka uroda demokracji - trzeba się zadłużać, żeby rozdawać. Trzeba rozdawać, żeby kupować kolejne kadencje.

PS. Nie bronie tutaj absolutnie OFE, bo dziecko potrafi kupować obligacje SP. Dlatego 3,5-procentowa (wcześniej 7-procentowa) opłata za zarządzanie to lekka przesada.

Tagi: rząd, zus, ofe, dług publiczny


2013-03-17 10:48
 Oceń wpis
   

40 miliardów złotych to kwota, która może dać solidny impuls polskiej gospodarce. Działania ministra Mikołaja Budzanowskiego są bacznie obserwowane przez polskie fundusze typu Private Equity i Venture Capital. Czy podmioty tego typu mogą liczyć na udział w finansowaniu przedsięwzięć inicjowanych przez rząd ? Czym może skutkować taka forma partnerstwa publiczno-prywatnego?

Inwestycje Polskie są programem rozwojowym wspierającym kluczowe dla gospodarki dziedziny, które wymagają dużego zaangażowania kapitałowego. Inicjatywa ma stymulować inwestycje m.in. w branży energetycznej, paliwowej, gazowej oraz w infrastrukturze transportowej.

Docelowo cały program ma opiewać na 40 miliardów złotych. Część środków zostanie pozyskana z budżetu państwa, około 11 miliardów wniesione jako aport w postaci spółek Skarbu Państwa, natomiast resztę będzie stanowić efekt dźwigni finansowej.

Oznacza to, że rząd częściowo rezygnuje z dotychczasowego sposobu prywatyzacji. Nie będzie już sprzedawał swoich udziałów w kluczowych spółkach, by sfinansować bieżące potrzeby budżetowe. Nowy model prywatyzacji ma finansować projekty, w które zaangażowane będą Inwestycje Polskie.

Już w grudniu została zawiązana spółka celowa o nazwie Polskie Inwestycje Rozwojowe, a rząd zgodził się na wnoszenie akcji spółek Skarbu Państwa do Banku Gospodarstwa Krajowego oraz Celowej Spółki Inwestycyjnej. Tym samym PGE, PKO BP, PZU i Ciech będą głównymi aktywami, pod których zastaw BGK będzie mógł zaciągać kredyty.

Skarb Państwa w sumie może uzyskać ponad 35 miliardów złotych z prywatyzacji spółek znajdujących się obecnie na warszawskim parkiecie, nie tracąc przy tym nad nimi kontroli. Największy udział w tej kwocie przypada na PGE (12,2 miliarda złotych) oraz PGNiG (11,2 miliarda złotych).

Jak będzie udzielane wsparcie?

W najbliższym czasie ma zostać wybrany zarząd spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe. Do Banku Gospodarstwa Krajowego spływają tez już pierwsze przychody z prywatyzacji. Zewnętrzne finansowanie BGK ma zostać uruchomione nieco później.

W drugiej połowie 2013 roku rozpocznie się poszukiwanie rentownych projektów i działalność kredytowa BGK, a spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe zaangażuje się procesy inwestycyjne. W latach 2014-2015 projekty te mają być kontynuowane.

Program Inwestycje Polskie ma być aktywny na wielu płaszczyznach. Udzielaniem pożyczek zajmie się Bank Gospodarstwa Krajowego, który będzie je adresował do wielu podmiotów:

- poręczenia dla banków komercyjnych, finansujące projekty Inwestycji Polskich,
- kredyty dla inwestorów zaangażowanych w przedsięwzięcia Inwestycji Polskich,
- kredyty bezpośrednie do spółek celowych realizujących inwestycje.

Z drugiej strony Polskie Inwestycje Rozwojowe będą bezpośrednio angażować się jako inwestor, akcjonariusz i udziałowiec spółek realizujących projekty wynikające z założeń programowych. Kapitał spółki celowej będzie pochodził od Skarbu Państwa oraz inwestorów instytucjonalnych. Tak wynika przynajmniej z oficjalnej prezentacji Ministerstwa Skarbu Państwa.

Do realizacji konkretnych przedsięwzięć, np. budowy elektrowni, będą powoływane przez Polskie Inwestycje Rozwojowe spółki-córki z udziałem kapitału prywatnego. Państwo będzie inicjować nowe projekty poprzez zapewnienie początkowego finansowania lub domknięcie kapitałowe przedsięwzięcia zgłoszonego przez prywatnych inwestorów.

W teorii strona rządowa nie zamierza posiadać większościowych udziałów w nowo zawiązanych spółkach. Pozwoli to uniknąć m.in. ograniczeń wynikających z ustawy kominowej. Z założenia zaangażowanie w jednym projekcie ma nie przekraczać 2 miliardów złotych.

Minister Skarbu Państwa Mikołaj Budzanowski zastrzegł, że państwo nie będzie wtrącać się do poszczególnych projektów. Niemniej jednak przedsięwzięcia będą surowo oceniane na samym starcie. - Będziemy partnerem mniejszościowym, ale ryzyko przedsięwzięcia musi wziąć na siebie inwestor - powiedział minister Skarbu Państwa na konferencji Inwestycje Polskie.

Private Equity i Venture Capital potencjalnymi partnerami?

Start takiego programu powinien być dobrą wiadomością dla krajowych funduszy inwestycyjnych, w szczególności typu Private Equity/Venture Capital. Nie mają one bowiem ograniczeń typowych dla TFI czy OFE. Z reguły inwestują jednak w przedsięwzięcia z branż innowacyjnych.

Jak wynika z danych Europejskiego Stowarzyszenia Private Equity/Venture Capital (EVCA) największa popularnością cieszy branża telekomunikacyjna (aplikacje mobilne) i stanowiła 36,3 procent całego rynku. Na kolejnych miejscach znalazły się dobra konsumenckie i sprzedaż detaliczna (24,5 proc.), projekty Life Science (12,3 proc.) oraz usługi finansowe (10,1 proc.).

Inwestorzy szukają innowacyjnych spółek, których zwrot na kapitale może okazać się bardzo wysoki - sięgający nawet kilkuset procent. Biorąc pod uwagę kapitałochłonność oraz - bądź co bądź - mniejszy potencjał wzrostowy, nie angażują się w przedsięwzięcia infrastrukturalne, przemysłowe lub z branży konwencjonalnej energetyki.

Tymczasem pod względem innowacyjności daleko naszej gospodarce do światowej czołówki. W 2011 roku w rankingu innowacyjności The Global Innovation Index Polska znalazła na 43 pozycji. W ubiegłym roku jednak spadła o jedno oczko na 44 miejsce z 141 krajów uwzględnionych w zestawieniu.

Jednak w środowisku niskiej innowacyjności, Inwestycje Polskie będą stanowić atrakcyjną opcję inwestycyjną dla Private Equity/Venture Capital. Kapitałochłonne projekty będą łatwiej dostępne, a ryzyko będzie mocno rozproszone dzięki zaangażowaniu państwa i dużych koncernów. Dodatkowo program jest sztandarowym punktem drugiego expose premiera Donalda Tuska. To sprawia, że za inwestycjami będzie stać wola polityczna, która sprzyja ostatecznemu sukcesowi przedsięwzięcia.

Choć przed funduszami pojawia się okazja na kapitałowe zaangażowanie, to będą jednak ograniczone w przypadku samodzielnego zgłaszania własnych projektów, które mogą potencjalnie zainteresować BGK lub PIR. PE/VC rywalizują bowiem z takimi gigantami jak KGHM, PGNiG, Tauron PE, Lotos, PSE Operatora, Grupę Azoty, PERN czy Gaz-System.

Inwestycje Polskie to krajowy EBOiR?

W Polsce już od wielu lat działa instytucja, która misją oraz celem jest bardzo zbliżona jest do projektu przedstawionego podczas drugiego expose. Mowa tu o Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, którego głównym zadaniem jest wspieranie przedsiębiorczości w krajach przechodzących transformację gospodarczo-rozwojową po 1989 roku.

W czasie swojej ponad 20-stoletniej działalności zrealizował on ponad 3 tys. projektów o łącznej wartości niemal 190 miliardów euro. Udział EBOiR w finansowaniu przedsięwzięć wyniósł około 35 procent. Głównymi beneficjentami wsparcia międzynarodowej instytucji były Polska, Rosja oraz Turcja.

To, co łączy Inwestycje Polskie i EBOiR to zainteresowanie finansowaniem rozwoju infrastruktury, transportu oraz energetyki (konwencjonalnej i odnawialnej), czyli wysoko kapitałochłonnych przedsięwzięć. Na tym podobieństwa się nie kończą. EBOiR nie tylko udziela kredytów spółkom, które zaangażowane są w przyszłościowe projekty, ale także angażuje się bezpośrednio jako inwestor. Współfinansuje lokalne fundusze Venture Capital i Private Equity lub po prostu kupuje akcje spółek realizujących rozwojowe projekty. To bardzo zbliżony profil działalności do spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe.

Zaangażowanie EBOiR w Polsce może imponować. Według danych z końca 2011 roku, wartość projektów współfinansowanych przez europejską instytucję wynosiła 5,5 miliarda euro. 30 procent tej kwoty stanowił bezpośredni zakup akcji firm, które przeprowadzały strategiczne przedsięwzięcia. W ostatnim czasie najgłośniejszymi transakcjami był kupno udziałów w Enei oraz BZ WBK.

Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju to sprawnie działająca instytucja. Jak niewielu podmiotom publicznym, EBOiR udaje się osiągać zyski rzędu 1,4 miliarda euro (2010 rok). Stanowi zatem dobry model sprawnego działania partnerstwa-publiczno prawnego. Pozostaje pytanie czy program Inwestycje Polskie będzie zarządzany na podobnie wysokim poziomie?

Jeśli szacunkowo ocenimy, że zaangażowanie Inwestycji Polskich będzie wynosić 40 miliardów złotych i będzie finansować projekty programu w około 40 procentach (zakładając, że będzie udziałowcem mniejszościowym), to wielkość inwestycji może sięgnąć 100 miliardów złotych.

Jak wpływa na gospodarkę inwestycja o tej skali? Narastająco za 4 kwartały nominalnie polski PKB wyniósł blisko 1,6 biliona złotych. Kwota rzędu 100 miliardów złotych jest w stanie zwiększyć roczny Produkt Krajowy Brutto o 6 procent. Oczywiście nie oznacza to, że nasze PKB w ciągu kilku lat zwiększy się o tę kwotę ponieważ środki przeznaczone na Inwestycje Polskie prawdopodobnie byłyby wykorzystane inaczej. Niemniej jednak pokazuje to potencjalną siłę impulsu, jaki może stymulować polską gospodarkę w wyniku realizacji programu.

Tagi: private equity, Inwestycje Polskie, polskie inwestycje rozwojowe


2013-01-14 14:24
 Oceń wpis
   

Choć w czasie hossy większość spółek zyskuje bez względu na fundamenty czy sytuację techniczną poszczególnych akcji, to jednak warto wybierać walory charakteryzujące się pewną znaną formacją techniczną. Wprawdzie nie sprawdzają się one zawsze, w szczególności gdy wysoko postawimy zlecenie zabezpieczające. To jednak nie powinniśmy się zrażać, gdyż na mniej więcej na 3 stratne pozycje jedna przynosi zysk, który przewyższa skumulowane straty.

Jedną z takich formacji jest chorągiewka - układ bardzo zbliżony do trójkąta charakteryzujący się dynamicznym ruchem poprzedzającym konsolidację. Rynki po szybkim wzroście (lub spadku) robią sobie przerwę by złapać oddech. Obecnie w WIG20 jest jedna spółka, która tworzy formację zbliżoną do chorągiewki. Tylko zbliżoną, ponieważ w moim mniemaniu ruch poprzedzający konsolidacje jest  nieco zbyt płaski.

Źródło: ISPAG 10, ING Securities

Mowa tu PGE. Za kupnem spółki w okolicach 19 złotych przemawia również brak dywergencji ze wskaźnikiem RSI (z ang. Relative Strengh Index) oraz wsparcie ustalone przez 23,6 procentowe zniesienie Fibonacciego.

Analitycy nie podchodzą przychylnie do spółki. Ostatnie rekomendacje zalecają sprzedaż lub trzymanie papierów, natomiast średnia cena docelowa z ostatnich pięciu rekomendacji wynosi 18,42 złotych.

Podobnie jak zbyt duży optymizm wśród analityków domów maklerskich nie jest dobrym znakiem, tak przesadny pesymizm może okazać się zwiastunem lepszej sytuacji na wykresie, a sama spółka masz szanse dotrzeć do psychologicznej bariery 20 złotych.

--------------------------------------------------

Zapraszam również do polubienia strony na Facebooku, gdzie także będą zajawiane ciekawe linki i artykuły - https://www.facebook.com/BlogArturaNawrockiego

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych.

Tagi: pge, analiza techniczna, spółka tygodnia


2013-01-06 16:06
 Oceń wpis
   

Ostatni dzień na rynkach finansowych przyniósł wyprzedaż także na warszawskim parkiecie. Po stosunkowo długim okresie wzrostów, nigdy nie wiadomo ile potrwa korekta. Licząc na krótką tendencje spadkową warto kupować spółki, które znajdują się blisko kluczowych wsparć. Te stanowią swoistą amortyzację dla spadającego kursu.

Wśród warszawskich blue chipów jedną ze spółek, która ma widoczny poziom wsparcia jest Pekao S.A. Kluczowa linia przebiega przy kursie 165,30 zł. Wcześniej ten sam poziom stanowił opór, natomiast podczas ostatniej sesji powstrzymał kurs przed dalszymi spadkami. Już kilkakrotnie kurs spółki zawracał na tym poziomie, więc nie należy go ignorować. Ostatecznie cena akcji w ubiegły piątek znalazła się na poziomie 167,90 zł.

Źródło: ISPAG 10, ING Securities

Analitycy domów maklerskich nie podchodzą entuzjastycznie do walorów drugiego największego banku działającego w Polsce. Eksperci Reiffeisen, Wood Company oraz Renaissance zalecają się pozbywanie waloru wyceniając akcje Pekao S.A w grudniu średnio na 150 złotych. Nieco w opozycji stoją analitycy DI BRE i ING Securities, którzy ustalili cenę docelową odpowiednio na 170 złotych oraz 182,2 złote.

Pojawia się jednak kwestia obligacji Skarbu Państwa, których Pekao S.A. który ma całkiem sporo (na dzień bilansowy sprawozdania finansowego za trzeci kwartał było to  ponad 15 miliardów złotych). Jeśli inwestorzy docenią ten fakt, tak jak to miało miejsce w przypadku PZU to będziemy mieć do czynienia jeszcze z kilkunastozłotowym ruchem w górę.

Jeśli liczymy na powrót hossy w następnym tygodniu to rozsądnym byłoby zajęcie pozycji na akcjach Pekao i ustawienie zlecenia zabezpieczającego stop loss blisko 165 złotych. Ochrona w postaci takiego zlecenia pozwoli uniknąć większych strat w przypadku głębszej korekty.

---------------------------------------

Zapraszam również do polubienia strony na Facebooku, gdzie także będą zajawiane ciekawe linki i artykuły - https://www.facebook.com/BlogArturaNawrockiego

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych.

Tagi: obligacje, akcje, pekao sa


2012-12-30 19:37
 Oceń wpis
   

Czy portfel złożony z czterech spółek wypłacających hojne dywidendy może osiągnąć wyższe stopy zwrotu niż giełdowe indeksy? Na rynku amerykańskim sztuka ta udaje się blisko 3 na 4 razy. Sprawdzamy, czy prosta strategia sprawdzi się w polskich warunkach.

Pokonać rynek. Marzy o tym każdy z inwestorów oraz zarządzających aktywami, ale tylko nielicznym udaje się dokonać tej sztuki. Najczęściej wymaga sporej wiedzy, dużego zaangażowania oraz stałej obserwacji rynków oraz informacji ze spółek. Dlatego strategie pasywne, których stosunek zysku do zaangażowania wypada o wiele korzystniej, wydają się lepszym sposobem na inwestowanie dla nowicjuszy niż aktywna gra na giełdzie.

Do pasywnych inwestycji można zaliczyć kupno funduszy indeksowych, certyfikatów ETF oraz systemy transakcyjne. Te ostatnie mogą być oparte na w pełni skomputeryzowanych automatach, obserwacji wskaźników będących podstawą systemu i manualne zawieranie transakcji bądź zyskujących na popularności sygnałach transakcyjnych opracowanych przez wyspecjalizowane firmy.

Koniec roku to dobry czas na zaprezentowanie znanej na Zachodzie pasywnej strategii inwestycyjnej działającej na rynku akcji, o której często wspominali autorzy przetłumaczonych na język polski podręczników o inwestowaniu (Giełda, wolność i pieniądze. Poradnik spekulanta lub Pieniądze lubią zarabiać. Podręcznik skutecznego inwestora). Mowa tu o Foolish Four, czyli  wspomnianej w tytule Czwórce Dyletanta.

Metoda ta jest pewną modyfikacją strategii znanej jako Psy Dowa i została zaprezentowana w 1996 roku w pierwsze książce Foola - The Motley Fool Investment Guide. W uproszczeniu polega na zakupie czterech spółek, które mają najwyższą stopę dywidendy. W rzeczywistości jest niewiele bardziej skomplikowana.

Inwestor kupuje na początku roku spółki wchodzące w skład indeksu Dow Jones. Dzięki temu w skład jego portfela będą wchodzić jedynie największe, najbardziej stabilne, zdywersyfikowane oraz płynne przedsiębiorstwa. Następnie sortuje się spółki pod względem stopy dywidendy (lub wskaźnika - dywidenda na jedną akcję podzielona przez cenę akcji). Na koniec inwestor kupuje akcje, które zajęły miejsca od 2-5 w proporcjach 4-3-2-1.

Oznacza, to że pomija się spółkę o najwyższej stopie dywidendy, kupują się 40 procent drugiej, 30 procent trzeciej, 20 procent czwartej oraz 10 procent piątej. Dlaczego pomijana jest najbardziej hojna firma? Autor Czwórki Dyletanta tłumaczy to pewną amortyzacją negatywnych wydarzeń, jak jednorazowa pokaźna dywidenda, kłopoty spółki itp. Strategia nie bije rynku w każdym roku, ale wygrywa z nim około 70 procent przypadków.

Przeniesienie metody Czwórki Dyletanta polski rynek kupując 4 spółki wchodzące w skład WIG20 wybrane według takich samych kryteriów. Według tej strategii omijamy KGHM, który posiada najwyższą stopę dywidendy. Kupujemy 40 procent TP SA, 30 procent PGE, 20 procent Synthosa oraz 10 procent Taurona PE. Do zastosowania strategii wystarczy około 10 tysięcy złotych, gdyż taka kwota w wystarczającym stopniu obniża koszty transakcyjne.

Osobiście oczekując kontynuacji hossy i mając negatywne nastawienie do akcji TP SA, zamieniłbym TP SA z KGHM. To jednak moja prywatna opinia. Co miesiąc będę sprawdzał stopy zwrotu portfela czwórki dyletanta oraz wyników indeksu WIG20 oraz WIG. Jestem bardzo ciekawy wyniku eksperymentu.

Także na nowy rok:

Klasyczna czwórka dyletanta: -0,3% (koszty transakcyjne)

Modyfikowana czwórka dyletanta (KGHM zamiast TP SA): -0,3%

WIG20: 0%

WIG: 0%

Czy Czwórce Dyletanta uda się pokonać rynek?

-----------------------------------------------------------------------------

Zapraszam również do polubienia strony na Facebooku, gdzie także będą zajawiane ciekawe linki i artykuły - https://www.facebook.com/BlogArturaNawrockiego

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych.

Tagi: akcje, czwórka dyletanta, spółki dywidendowe


2012-12-27 18:07
 Oceń wpis
   

Synthos jest jedną z kilku spółek, które pozostają jeszcze w trendzie horyzontalnym, podczas gdy większość blue chipów rozpoczęła długowyczekiwane wzrosty. W październiku pisałem o tym, że z punktu widzenia analizy technicznej, spółka daje okazję na przyzwoity zarobek przy ograniczonym ryzyku.

Rzeczywiście - kupując spółkę i umieszczając zlecenie stop loss w pobliżu linii 5 złotych dało się zarobić nie ryzykując zbyt dużo. Sprawni gracze mogli zgarnąć nawet kilkanaście procent, wystawiając na szwank jedynie 1-2 procent zainwestowanych środków. Synthos w przeciwieństwie do reszty największych spółek jednak nie kontynuował zwyżki i w grudniu znowu zaczął spadać w kierunku mocnego wsparcia.

Źródło: ISPAG10, ING Securities

Jeśli nie powróci do tej linii, to w zasadzie nie ma tematu i z punktu widzenia analizy technicznej nie jest to jakaś szczególna okazja. Sytuacja się zmienia, jeżeli kurs akcji producenta kauczuków ponownie znajdzie się w pobliżu wsparcia na poziomie 5 złotych. Pojawi się wtedy szansa na ponowne zastosowanie październikowej strategii, czyli kupno poniżej 5,10 złotego oraz ustawienie zlecenia stop loss około 5 złotych.

Pozostaje pytanie czy tym razem linia nie zostanie naruszona. Choć nastroje na światowym rynku kauczuku są gorsze, to jednak spółka może się pochwalić zdrowym bilansem, niezłymi wskaźnikami wartości i płynności oraz rozsądnym planem rozwoju. Nie bez znaczenia jest też dobra koniunktura na szerokim rynku, która również stanowi swoiste wsparci dla kursu spółki.

Nieco złowieszczo wygląda ostatnia rekomendacja PKO BP, która nakazuje sprzedaż waloru. Wyznaczona tam cena docelowa wynosi jednak 5,23 zł, to zostawia nam jednak otwartą furtkę na zastosowanie wyżej opisanej strategii.

--------------------------------------------------------

Zapraszam również do polubienia strony na Facebooku, gdzie także będą zajawiane ciekawe linki i artykuły - https://www.facebook.com/BlogArturaNawrockiego

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych.

Tagi: analiza techniczna, synthos, spółka tygodnia


2012-12-18 23:21
 Oceń wpis
   

Hossa na polskich obligacjach skarbowych, malejące stopy procentowe, topniejąca inflacja, a przede wszystkim spadająca stopa WIBOR sprawiają, że obligacje oraz lokaty o zmiennym oprocentowaniu są coraz mniej opłacalne. Gdzie oszczędzać w tej sytuacji?

Wprawdzie niższe stopy procentowe to dobra wiadomość dla kredytobiorców, szczególnie tych hipotecznych, to dla zwolenników oszczędzania już nie. Efekt? Banki błyskawicznie reagują na zmieniające się warunki makroekonomiczne. Wysoko oprocentowane lokaty znikają z ofert instytucji finansowych. Już tylko garstka banków oferuje lokaty promocyjne, które osiągają 7-procentową stopę zwrotu w skali roku.

Sytuacja uderza bezpośrednio również w rynek obligacji korporacyjnych, gdzie dominuje oprocentowanie zmienne. Obligatariusze (osoby posiadające obligacje) są jednak w o tyle komfortowej sytuacji, gdyż wielokrotnie sama marża przewyższa oprocentowanie lokat. Współczynnik WIBOR jest dodatkiem, który tylko zwiększa atrakcyjność papierów notowanych na Catalyst.

Panująca tendencja sprawia, że na popularności będą zyskiwać depozyty oraz obligacje korporacyjne, które posiadają stałe oprocentowanie. Warto zatem rozdzielić swoje środki pomiędzy lokaty, które są instrumentem bezpieczniejszym i obligacje dające wyższe oprocentowanie. Dochody z obligacji z reguły znacznie przewyższają inflację. Ostatnimi czasy ze względu na wolniejszy wzrost cen ta przewaga się powiększa.

Obecnie na rynku dostępna oferta obligacji o stałym, dwucyfrowym oprocentowaniu. Oznacza to, że niezależnie od sytuacji na rynku będzie nam wypłacać niezmienne, ustalone na początku odsetki. Co więcej w oferowane papiery gwarantują wypłatę odsetek co kwartał. Im częściej wypłacane odsetki, tym lepiej.

Zmniejsza się wtedy tzw. współczynnik Duration. W uproszczeniu oznacza on, jak szybko dana obligacja się zwróci. To najpopularniejszy wskaźnik ryzyka inwestycji w obligacje - im niższy, tym cena obligacji jest bardziej odporna na zawirowania na rynku finansowym, przede wszystkim na zmienność stopy procentowej.

Spółka oferująca obligacje należy do sektora deweloperów. Ten ostatnio nie ma ostatnio dobrej prasy. Warto jednak wyróżnić, że jest to deweloper komercyjny notowany na NewConnect i mający w planach debiut na głównym parkiecie warszawskiej giełdy. Niewątpliwym atutem jest zabezpieczenie emisji.

Podsumowując w obecnym środowisku spadających stóp procentowych, zdecydowanie zaleca się wybór lokat oraz obligacji o stałym oprocentowaniu. Potencjalne zyski są po prostu większe.

----------------------------

Osoby zainteresowane inwestycją w obligacje korporacyjne lub otrzymaniem szczegółów dotyczących spółki opisanej we wpisie proszone są o kontakt na maila anawrocki@financecontent.pl.

Zapraszam również do polubienia strony na Facebooku, gdzie także będą zajawiane ciekawe linki i artykuły - https://www.facebook.com/BlogArturaNawrockiego

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych.

Tagi: lokaty, obligacje korporacyjne, obligacje o stałym oprocentowaniu


2012-12-16 15:40
 Oceń wpis
   

„Prosty, skuteczny system transakcyjny, który uwolni Cię od stresu związanego z grą na giełdzie. Odkryj tajemnice rynków finansowych i przetestuj wypróbowaną strategię inwestycyjną, która będzie wymagała od Ciebie nie więcej niż kilka minut pracy raz w tygodniu”. A jak jest naprawdę? Czy książka przedstawia kolejny „pewny”  i „szybki” sposób na zarabianie pieniędzy?

O autorze

Mark Shipman należy do prawdziwej światowej czołówki.  Jest prekursorem automatycznych systemów transakcyjnych na rynku brytyjskim, jednym z najlepszych inwestorów świata według magazynu „Global Investor”, zwycięzcą Międzynarodowych Mistrzostw w Handlu Kontraktami Futures, który w wieku 33 lat przeszedł na emeryturę. Obecnie  inwestuje samodzielnie, udziela się w biznesowych mediach i prowadzi szkolenia z zakresu inwestycji.

Widać zatem, że to człowiek który najpierw zarobił pieniądze, a dopiero potem napisał książkę o inwestowaniu. Nie jest on kolejnym guru, który chce się dorobić na sprzedaży systemów, bo na giełdzie mu nie wyszło. To niewątpliwy plus. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie to, że jego kariera jako zarządzającego funduszem trwała zaledwie siedem lat. W latach 90-tych mieliśmy wtedy megahossę, co sprawia że Shipman jako zarządzający miał do czynienia jedynie z korzystnymi warunkami rynkowymi.  Choć to poważne zastrzeżenie, to mimo wszystko autorowi należy się wysoka ocena.

Ocena: 8/10

Aktualność

Przedstawiana przez Shipmana metoda oparta na długookresowych trendach sprawdzała się na amerykańskim rynku od ponad 50 lat. Nie wymagała dużego wysiłku i stałej obserwacji notowań, a mimo tego przynosiła zaskakująco dobre rezultaty. Założenia są proste. Shipman wierzy w istnienie tradycyjnego cyklu koniunkturalnego w gospodarce, który wpływa na notowania spółek giełdowych tworząc na rynkach okresy wyraźnej hossy oraz bessy.

Pytanie czy  założenie jest nadal aktualne. W warunkach globalizacji, gdzie rozwój gospodarczy w jednym rejonie świata równoważy  spowolnienie po drugiej stronie globu, trudno mówić o tradycyjnym cyklu koniunkturalnym. W ostatnich latach mógł się znacznie spłycić oraz skrócić. W system Shipmana uderza również znaczna popularyzacja automatycznych systemów transakcyjnych, które oparte są na podobnych strategiach oraz bardzo liberalna polityka najważniejszych banków centralnych na świecie. Czynniki te nie zostały uwzględnione w książce.

Wprawdzie sytuacja na rynkach nieco się zmieniła, to nie wydaje się by już na zawsze pozostała sytuacja w której indeksy poruszają się bez wyraźnego kierunku. Na zdrowy rozsądek można przyjąć, że hossy i bessy w tradycyjnym tego słowa znaczeniu nie przestaną istnieć.

Ocena: 6/10

Przydatność

Autor przekazuje czytelnikom bardzo praktyczną metodę, którą można zastosować również na polskim rynku. Wystarczy wygospodarować kilkadziesiąt minut każdego tygodnia na przegląd notowań i zainwestować (lub nie) w instrumenty nazywane ETF. Są to certyfikaty inwestycyjne, których zadaniem jest naśladowanie indeksów giełdowych. Na polskim rynku dostępny jest instrument odzwierciedlający zachowanie WIG20, niemiecki DAX oraz amerykański S&P500.

Łatwość wdrożenia oraz małe skomplikowanie strategii sprawia, że przydatność książki należy ocenić wysoko. Szkoda, że autor nie objaśnia jak modyfikować metodę i ją dostosowywać do rynku na którym się działa.

Ocena: 8/10

Stopień zaawansowania

W książce wiele miejsca jest poświęcone na zachęcenie czytelnika do samodzielnego inwestowania. Shipman wyjaśnia, jakie przewagi człowiek zyskuje inwestując na własną rękę – bez pośrednictwa funduszy, doradców czy maklerów. Krok po kroku opisuje zagrożenia czyhające na początkującego gracza oraz wprowadza w giełdowy świat stosunkowo prostym językiem.

Ktoś kto jest starym giełdowym wyjadaczem może się zawieść, gdyż nie znajdzie w niej wielu nowych informacji.  Mimo tego, książka stanowi dobre repetytorium dla bardziej doświadczonych graczy, a autor przypomina o uniwersalnych giełdowych regułach, z którymi trudno się nie zgadzać.

Ocena: Początkujący

Przyjemność z czytania

Tą krótką 200-stroną książeczkę można bardzo szybko przeczytać. Lekturę ułatwiają liczne wykresy czy nawet spisy akcji wchodzących w skład najważniejszych indeksów na świecie. Język jest zrozumiały dla przeciętnego zjadacza chleba. Rozdziały nie są zbyt długie i czyta się je z dużym zaciekawieniem. Shipman przedstawia trudne terminy w niezwykle prosty sposób, co jest wielkim atutem książki.

Ocena: 8/10

Ostateczna ocena: 7,5/10

------------------------------------------

Książkę można kupić na maklerska.pl Pieniądze lubią zarabiać. Podręcznik skutecznego inwestora

Zapraszam również do polubienia strony na Facebooku, gdzie także będą zajawiane ciekawe linki i artykuły - https://www.facebook.com/BlogArturaNawrockiego

Tagi: recenzja, pieniądze lubia zarabiać, mark shipman


2012-12-11 18:05
 Oceń wpis
   

Ostatnimi czasy trafiłem na bardzo ciekawą infografikę dotyczącą inwestora zainteresowanego inwestycjami alternatywnymi. Niestety wyniki ankiety utwierdzają mnie w przekonaniu, że Polacy nadal utożsamiają złoto z bezpieczną lokatą.

Na pytanie Czy złoto to jedna z niewielu pewnych inwestycji w kryzysie? twierdząco odpowiedziało aż 73,14 procent respondentów. 18,53 procent ankietowanych wstrzymało się od odpowiedzi. Pozostawia to jedynie 8,33 zapytanych, którzy w nie wierzą w świetlaną przyszłość kruszcu.

Cóż - na wykresie złoto wygląda bardzo dobrze. Ma za sobą ponad dekadę solidnych kilkuset procentowych zysków, a obecnie jego ceny się ustabilizowały. Analiza techniczna podpowiada, że to dobry znak pozwalający wierzyć, że złoto ma przed sobą jeszcze potencjał do wzrostu nawet 2800 dolarów. Z drugiej strony złoto zazwyczaj zyskuje gdy dolar się osłabia, co sprawia że ta lokata nie jest już tak atrakcyjna.

Wiele zależy od rozwiązania tzw. klifu fiskalnego związanego z wygasaniem ulg podatkowych dla Amerykanów, dalszym prowadzeniem polityki monetarnej USA czy sytuacji na Bliskim Wschodzie. Czynniki te sprzyjają zwyżce cen złota, co było widoczne zaraz po reelekcji prezydenta Baracka Obamy, który popiera dotychczasowe działania Rezerwy Federalnej oraz utrzymywanie deficytu budżetowego.

Choć najprawdopodbniej czeka nas kolejna fala zwyżki cen złota, to należy zachować ostrożność. I nie przeznaczać na złote inwestycje więcej niż 20 procent całego portfela inwestycyjnego. Należy pamiętać, że podstawą inwestowania na rynkach finansowych jest dywersyfikacja, czyli ulokowanie kapitału na różnych rynkach i w różnych instrumentach finansowych.  Niemniej jednak złoto znajduje się wysoko, bardzo wielu ludzi z tzw. ulicy trzyma swoje pieniądze w kruszcu, a w przeciwieństwie do akcji i obligacji nie wypłaca dywidend ani odsetek. Dlatego odradzałbym mocne zaangażowanie w złotych lokatach.

------------------------

Zapraszam również do polubienia strony na Facebooku, gdzie także będą zajawiane ciekawe linki i artykuły - https://www.facebook.com/BlogArturaNawrockiego

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych.

Tagi: towary, złoto, surowce, złoto prognozy


2012-12-04 20:41
 Oceń wpis
   

Różnice w oprocentowaniu lokat oraz obligacji korporacyjnych sięgają nawet 5 procent. Podczas gdy te pierwsze niemal w całości zżera inflacja, te drugie oferują przyzwoity zysk w niemal każdych warunkach. Dlaczego tak szybko rośnie zainteresowanie obligacjami? Ponieważ biją lokaty na głowę.

Najdobitniej świadczą o tym różnice w poziomach oprocentowania lokat w banku oraz obligacji. Papiery wartościowe wypadają tutaj o wiele korzystniej. Tą zależność dobrze obrazuje porównanie lokat tradycyjnych w Getin Banku oraz papierów Getin Noble Bank notowanych na Catalyst. Instytucje są wybrane nieprzypadkowo.

Najdłuższą lokatą standardową dla klientów detalicznych jest lokata trzyletnia (http://www.getinbank.pl/produkt/lokaty/84-lokaty-terminowe-zlotowe,84p.html#addonTab250), która jest oprocentowana w skali roku na poziomie 3,75 procent. Lokaty promocyjne i specjalne wypadają lepiej - oprocentowanie sięga nawet 6,2 procent. Warto zauważyć, że lokaty promocyjne często mają wiele warunków dodatkowych (np. posiadanie ROR w banku). Nierzadko charakteryzuje je ograniczone pole manewru, jeśli chodzi o czas oszczędzania.

Dla porównania bieżące oprocentowanie obligacji Grupy Getin Noble Bank o nominale 1000 złotych na rynku Catalyst dochodzi do... 8,88 procent (http://www.gpwcatalyst.pl/instrument?nazwa=GNB0218). Wygląda to już dużo lepiej i co więcej, notowanie instrumentów na rynku wtórnym umożliwia wyjście z inwestycji niemal w każdej chwili. W przypadku depozytów nie ma tego komfortu. Zerwanie lokaty przed terminem kończy się utratą większości wypracowanych odsetek.

Mało tego - większość obligacji korporacyjnych oferuje zmienne oprocentowanie. Zapewnia to stabilizacje kursu obligacji i chroni dobrze przed inflacją, która obecnie wynosi 3,4 procent w skali roku. Wprawdzie nie jest bezpośrednio uzależniona od danych GUS, to zmienne oprocentowanie opiera się na stopie WIBOR (Warsaw Index Bank Offered Rate). Stopa ta prawie zawsze przewyższa wskaźnik inflacji.

Emitenci (spółki oferujące obligacje) do stopy WIBOR dorzucają przyzwoitą marże, która waha się od 1 do 10 procent w skali roku. Zapewne zapytacie, gdzie jest haczyk lub jakieś ukryte ryzyko. Ryzyko zawsze istnieje, ale w stosunku do lokat jest ono symbolicznie większe. W zasadzie jedyną różnicą jest brak zabezpieczenia Bankowym Funduszem Gwarancyjnym. Zarówno lokata, jak i obligacja jest tym samym, czyli pożyczką udzielaną bankowi.

Dlaczego oprocentowanie obligacji jest wyższe? To proste, ich emisja jest tańsza. Nie ma reklam, agresywnego marketingu, doradców finansowych, telemarketingu i innych kosztów z tym związanych. Obligacja zapewnia emitentowi długoterminowe finansowanie (bardziej pożądane), które jest niezbędne do zwiększenia akcji kredytowej w segmencie kredytów hipotecznych

Po emisji bank lub grupa finansowa nie musi się martwić, kto jest posiadaczem papierów. Jedynym obowiązkiem jest wypłacanie odsetek i wykup obligacji wyznaczonych terminach. Bank nie boi się zatem ryzyka wycofania środków w trakcie lokaty, tak jak ma to miejsce w przypadku depozytów. Zarówno ze strony banku, jak i inwestora jest to sytuacja wygrany-wygrany.

-----------

Osoby zainteresowane inwestycją w obligacje korporacyjne proszone są o kontakt na maila anawrocki@financecontent.pl.

Zapraszam również do polubienia strony na Facebooku, gdzie także będą zajawiane ciekawe linki i artykuły - https://www.facebook.com/BlogArturaNawrockiego

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych.

Tagi: obligacje korporacyjne, jak inwestować w obligacje, obligacje a lokaty
1 | 2 | 3 |




O mnie
 
Licencjonowany makler papierów wartościowych z uprawnieniami do doradztwa inwestycyjnego. Zwolennik łączenia analizy technicznej z fundamentalną.


www.maklerska.pl




Najnowsze komentarze
 
2014-07-11 20:53
FinansoweIQ.pl do wpisu:
Dyskusja o OFE. Dług publiczny to słaby argument
100% racji z Tobą odnośnie OFE. Osobiście uważam, że OFE są dużo lepsze od chorego tworu jakim[...]
 
2014-01-20 15:11
inwestycje-finanse do wpisu:
Dyskusja o OFE. Dług publiczny to słaby argument
Mądrzy ludzie wybiorą dobrze
 
2014-01-20 15:11
inwestycje-finanse do wpisu:
Polskie Inwestycje Rozwojowe szansą dla Private Equity?
PIR to ściema! Pozorowane ruchy, żeby zadowolić gawiedź!