|
2012-03-14 21:52
No i stało się – Grecja jest już oficjalnie bankrutem. Tak zdecydował w miniony piątek specjalny komitet ISDA (z ang. International Swaps and Derivatives Association).
Za około dwa miesiące ze stanowiska premiera Aten będzie musiał zrezygnować technokratyczny lider, Lukas Papademos, który miał jeden główny cel - uniknięcie niekontrolowanego bankructwa oraz zahamowanie rosnącego w astronomicznym tempie długu publicznego.
Papademos nie mógł się także ugiąć pod presją rozwścieczonego społeczeństwa greckiego oraz sfrustrowanej Europy. Był w tym, co tu dużo mówić, dobry, więc, wprawdzie o włos, ale jednak, uniknęliśmy giełdowego krachu. Wystarczyłaby przecież tylko plotka o tym, że chętnych na darowanie Grekom ponad połowy długu jest za mało, aby tąpnęła większość europejskich indeksów.
Grecy go jednak nie kochają, bo kazał zaciskać pasa. Wybory za dwa miesiące, a sfrustrowane społeczeństwo jest gotowe głosować na skrajnych populistów. Intuicja podpowiada, że Grecy będą chcieli rządu, który przywróci przywileje sprzed panowania Lukasa Papademosa.
Nowe władze będą musiały sprostać głębokiej recesji, wysokiemu bezrobociu oraz przerośniętym przywilejom pracowniczym. Jeśli Grecy nadal będą mieć dodatki m.in. za mycie rąk, wysyłanie faksów, to nigdy ten kraj nie wróci do normalności.
Ale cięcia wydatków spotkają się z buntem ludzi, co pogorszy sytuację. Zamiast pracować i działać w kierunku wyjściu z kryzysu - będą uczestniczyć w manifestacjach i dewastować ulice Aten broniąc przywilejów niczym trzystu Spartan.
Bankructwo to więc nie koniec problemów Grecji. Jeśli do władzy powrócą populiści, dopiero się zacznie... Ateńczycy nadal będą trząść rynkami, a efekt będzie taki, że banki, które pożyczyły Grekom, zamiast zrolowanych 30 procent, dostaną figę z makiem.
kategoria:
Ogólne
Komentarze (1)
2012-02-17 12:01
Od dobrych kilkunastu dni Grecja trzyma rynki finansowe w szachu, bowiem to ona stała się głównym pretekstem do zatrzymania wzrostów na giełdach. W tym warszawskiego parkietu, gdzie WIG20 nie mógł przebić się trwale przez poziom 2400 punktów. Zamiast tego inwestorzy wykorzystali zamieszanie w Grecji do realizacji styczniowych zysków. Otóż 20 marca zaplanowany jest wykup greckich obligacji o wartości 14,5 miliardów euro, natomiast pogrążone w recesji Ateny nie posiadają takich pieniędzy. Jeśli do tego czasu nie dostaną pomocy finansowej z zewnątrz, to Grecja upadnie w sposób niekontrolowany. Taki scenariusz według ekonomistów skończy się mniejszą lub większą katastrofą ekonomiczną, a nawet wyjściem Grecji ze strefy euro. Niekontrolowane bankructwo Aten nikomu nie jest na rękę, gdyż skutki takiego wydarzenia są praktycznie niemożliwe do oszacowania. Dlatego duży nacisk kładzie się na udzielenie Grecji drugiego pakietu pomocy w wysokości 130 miliardów euro. Taka pomoc razem z zrzeczeniem się przez prywatnych inwestorów części swojego długu, pozwoliłaby na kontrolowaną (bezpieczną) upadłość Aten. Gdyby do niej doszło, to rynki mogłyby zareagować nawet krótkoterminowymi wzrostami. Problem leży, w tym że strefa euro nie chce się dorzucać do studni bez dna i wymaga od Greków radykalnych cięć, które w efekcie mają zmniejszyć dług w relacji do PKB do 120 procent. Choć grecki parlament w ubiegłą niedzielę przyjął oszczędności, to dla Eurolandu było jednak za mało. Strona europejska zdaje sobie sprawę, że władze greckie są pod presją rozwścieczonej opinii publicznej oraz zbliżających się wyborów. Strefa euro chce pisemnego oświadczenia od wszystkich partii, że zobowiążą się do wykonania zaplanowanych reform. O ile takie oświadczenie ze strony partii rządzących jest formalnością, o tyle otrzymanie takiego pisma od prawicowego LAOS-u czy komunistów może się okazać trudne czy wręcz niemożliwe. Grecy mają czas do poniedziałku, wtedy eurogrupa ma podjąć decyzję dotyczącą 130-miliardowego pakietu. Wydaje się jednak, że ta decyzja znowu nie zapadnie. Politycy uciekali z ostateczną decyzją, więc mogą zrobić to i tym razem. Choć Ateny znalazły dodatkowe 325 miliony euro oszczędności, to wciąż strona europejska bardziej obawia się o samą realizację programu cięć. W szczególności tego, czy Grecy dalej będą wdrażać reformy po kwietniowych wyborach. Nie pomaga też wzrost napięć na linii Niemcy-Grecja. Nasi sąsiedzi mają największy wpływ na decyzje Eurolandu, a Grecy przez swoje nieprzemyślane wypowiedzi jedynie oddalają niezbędną pomoc. W całym tym zamieszaniu pojawiła się trzecia możliwość, która wydaje się być najprawdopodobniejszym scenariuszem. Dziennik Die Welt dotarł do informacji, że niemiecki rząd rozważa przyznanie Grecji przejściowego kredytu w wysokości 14,5 miliarda euro (czyli równowartość marcowego wykupu obligacji), żeby zapobiec chwilowo niekontrolowanemu bankructwu oraz dać czas na przeprowadzenie wyborów w Grecji. Byłoby to rozsądne zagranie ze strony Eurolandu i dałyby odetchnąć inwestorom przynajmniej na chwilę.
kategoria:
Ogólne
Komentarze (0)
Najnowsze wpisy
Najnowsze komentarze
2012-04-15 17:05
anawrocki do wpisu:
Spółka tygodnia. Czy rynek nie przesadza z budowlanką?
Witam,
zdaję sobie sprawę, że mój wpis jest dosyć ryzykowny. Z jednej strony mamy pobieżnie[...]
2012-04-12 21:18
piotr janiszewski1 do wpisu:
Spółka tygodnia. Czy rynek nie przesadza z budowlanką?
Witam, jest zatem szansa na powtórzenie kazusu KGHM...co warte podkreślenia trafnego...[...]
2012-03-15 23:05
handel emisjami do wpisu:
Jak Grecy znów nas wyrolowali
ISDA ma dobre standardy umowne. Ale jak wejdzie w życie rozporządzenie EMIR rola handlu OTC[...]
O mnie
Makler papierów wartościowych z uprawnieniami do doradztwa inwestycyjnego. Zwolennik łączenia analizy technicznej z fundamentalną.
|